ASTRO-POEZJA KAPITANA METEORA

Tajemniczy anonim odpowiedzialny za genialne poetyckie komentarze postanowił rozwinąć swoją twórczość i zapełniać ten dział jako Kapitan Meteor :)


Kup Pan Sedes

Astromaniak targ różności, wszelkich dóbr tam zatrzęsienie,
Dasz w nim upust swej próżności, kupisz, sprzedasz na życzenie.
Tablet, smartfon czy golarka, mydło Panie czy powidło,
Jakaż to nonsensu miarka wypchnie w końcu z worka szydło.

Na normalnej astro giełdzie, sprzedasz syntę lub kamerkę,
Czasem smakiem się obejdziesz, lub ekstra skosisz ofertę.
Na Maniaku ofert łany nastoletni tłum wysiewa,
Z astronomią nie związany asortyment tam dojrzewa.

Ważne, że ruch generuje, sru że pierdy gość sprzedaje,
Jednak dzieciak co kupuje czasem na dłużej zostaje.
Może posta wszak przeczytać, co stosowny link zawiera,
Warto Mistrza wtedy spytać, gdy już się nam sklep otwiera.

Ignis Turkuć imć. Podjadek, co z Janusza zwykł dworować,
Zmącił sielski handlu ładek zamiast giełdy swej pilnować.
Sedes na Maniaka wstawia w miejsce synty śnieżnobiałej,
Forum o kpinę przyprawia szydząc z giełdy okazałej.

Ten fekalny żart niecnota- Ignis ofertą nazywa,
Młodym światopogląd mota z Maniaków się naigrywa.
Janusz szybko reaguje aby łeb ukręcić sprawie
Sprawnie cały post kasuje i już mamy po zabawie!

Sedes na Polis wypływa i tam ferment rozprzestrzenia,
Jesion smutnie głową kiwa, w astro światku się nie zmienia…


Kilkunastu!

W majestacie szumią drzewa, wianki z kwiatów pletą dzieci,
Ptaszek słodko wnet zaśpiewa powiew wiatru w syntę wleci.
Weseli, rumiani ludzie w szczerym uścisku złączeni,
Przy telepach rozmajonych, błogim szczęściem uniesieni.

Jeśli „kameral” kochacie, cichy trzepot skrzydeł ptaka,
Pakuj syntę siostro, bracie, na zlot jedź Astromaniaka!
Kilkunastu stanie z nami, mądrych w astro obeznanych,
Foceniem i obserwami naprawdę zainteresowanych

Tam zapas piwska wstrętnego w miejscowym drzemie schronisku,
Nie skosztujesz bracie tego, o suchym zostaniesz pysku.
Alkoholem, trunkiem mocnym Astromaniacy się brzydzą,
Wstrętnym chlaniem całonocnym z głośnych imprez jawnie szydzą.

Jeno czarnej kawki szklanka napojem Astomaniaka,
To od firmy niespodzianka na pokazie Astrokraka.

U Substyka tam Hanysi browce chleją już litrami,
U Ignisa wszyscy spici w syntach śpią już zarzygani.
Jesiony wódą spojeni , panieny tańczą po stołach,
A my tu w niebo wpatrzeni, focim zgodnie w pocie czoła.

Przyjedź do nas siostro, bracie tu prawdziwe tylko zloty!
Piękne niebo czeka na Cię z kompaniyą pełną cnoty!

Sam skombinuj wyżywienie , sam się rozlicz z gospodarzem,
No i z astro-pozdrowieniem cennik sprzętu przyjmij w darze (...)


Zaginiony Ekoś

Nastał czas okropnej smuty, jak by się zapadło niebo.
Nie zagrasz  radosnej nuty,  gdy zbraknie człeka zacnego.
Forum w smutku wnet zastygło w dziwny marazm tak popadło.
Posty smakują jak mydło, fotek brzydko pachnie jadło.
Z prawej zaś statusów miedza, rośnie niczym w czerwcu zboże.
Jeden drugiego wyprzedza w domniemaniach, o mój Boże!

Zacny Ekoś dostał bana, lub go z forum wywalili.
Nasz przyjaciel tak od rana już nie pisał do tej chwili.
Może gdzieś bez ducha leży,  albo zapił się niebożę.
W rowie z bólu zęby szczerzy, w plecy wbite ma dwa noże.

Kto wywalił Ekologa, kto odważył się niecnota!       
Kara wnet go spotka sroga, pogonimy zaraz kota!
Do Warszawy wnet jedziemy i pikietę ustawimy!
Tak długo krzyczeć będziemy,  aż  Ekosia nie ujrzymy.

Jesion by nie zostać bierny, ręce wznosi hen do nieba.
Mój Ekolog  user  wierny, winnych tu  ukarać trzeba!
Choć zdziwiony w duchu wielce, bo  się tego nie spodziewał.
Każden pogrążon w rozterce, któren wcześniej go wyśmiewał.
W kalkulacjach coś nie halo i na nic socjotechnika.
Zwykle jak kogo wywalą, wszelki zapach po nim znika
Tu zamiast Ekosia gromić, wielkie larum tłumy głoszą!
Wcześniej chcieli go poskromić,  teraz przywrócenia proszą.

Wszystko wnet zrzucę na modów, niech napiszą że nie  Jesion
Niech ogłoszą że z powodów,  „silnik - user”  zniknął Ekoś!
I niech userów  przeproszą a piaskiem posypią głowy!
Pieśń błagalną w niebo wznosząc,  skruszone wygłoszą mowy.

Ekoś z martwych wnet powstanie,  znów radosne sadząc kwiaty.
Moda pewnie też dostanie,  tak w dowód rekompensaty.
Zacznie pisać dyrdymały,  nie związane z astronomią.
A głosy co tak płakały, twardą pięścią  go upomną!


Zmiany po ciemnej stronie!

Patrzą w ekran rzesze liczne cały astro światek nasz,
Bo Forum Astronomiczne ma zupełnie nową twarz.

Ignis wespół KRS-em AjPiBorda wstawił tam,
No i przeniósł FA z kretesem do komercji jasnych bram.
Niczym Dyzma nasz Nikodem obligacje puścił w świat,
I cegiełki tym, sposobem astronomii kupił kwiat.

Kasę zdobył ekspresowo astro ludek rzucił grosz,
Cegły kupując hurtowo tak jak ciepłych bułek kosz.
Wprzódy „jesionady” kopie Ignis tam wprowadzić chciał,
Larum podnieśli okropne i nietęgą minę miał.

Szybko więc całość odnowił, aktywując schemat Black,
Gwiezdną skórę ustanowił gdyż sponsorzy chcieli tak.
Zazdrośnie patrzą Maniacy u nich staroć się panoszy,
Też by endżin chcieli cacy jeno Janusz skąpi groszy.

Niczym Adam wszechmogący, Ignis AjPiBorda wdraża!!!!
Krzyczy Polny Dzik walczący, Cynizm Ignisa obnaża.
I wnet barwnych łan obrazków wzrośnie niczym cyrku buda,
Prostym ludziom dla poklasku, Ignis śle na kiju cuda.

Jednak polski zacny – ludek, w ciemnie bitym nie jest dzwońcem,
Wie, że barwny ten ogródek, Kijem jest co ma dwa końce.


Ballada o zatopionym U-bocie!

Jakiż to młodzian piękny wiosłuje płynąc po toni jeziora,
We mgle spowity czółnem steruje  w mroku późnego wieczora,
Jeno sierpniowy Miesiąc w niebiesiech  smutno przyświeca mu blady
A po jeziorze hen echo niesie słowa  okrutnej ballady.

Młodzian w krąg patrzy snać szuka czego w toni wielkiego jeziora,
W wezgłowiu czółna płótnem zasnuta drzemie ukryta potwora. 
Wtem młodziec piękny wstrzymuje wiosła smutno krzyżuje ramiona,
Nadeszła chwila wielce doniosła bo niecny plan się dokona.

Zrywa zasłonę  tę jednym ruchem, co dziwną potworę skrywa.
Jakiż to diabeł mu mąci za uchem  do strasznych czynów porywa.
I nagle w bladym świetle księżyca  kształt się objawia statyczny .
Nie potwór był to i nie dziewica,. lecz montaż  paralaktyczny.

I  żółta tuba obok złożona,  jak dziewczę jest w kwiat przybrana.
W kolorze miodu wdzięcznie stworzona, przez  pszczele zastępy utkana.
Czemuż to leży zestaw bez ducha i w niebo już nie celuje?
Skale żeliwne, cięgła mikroruchów , znać nieba już nie poczuje.

Młodzian ostatnim tęsknym spojrzeniem omiótł od monta do rury,
I sprzęt co wówczas mas był marzeniem uniósł na rękach do góry.
I zamach nim zrobił tak energiczny, jak młociarz na olimpiadzie
Zakręcił młyńca ten zestaw prześliczny  jak delfin na fali się kładzie!

I plusk się rozległa wielce donośny  a wody uniosły się liczne,
Aż pani  jeziora zamarło wnet  serce i łza jej musnęła oblicze.
Bo oba kochanki  w odmęty strąceni owego strasznego wieczora,
Rękawem szaty nieszczęśnie złączeni spadają w czeluści jeziora.

Bogini prastara wielce smutna była w zadumy zastygłszy pokorze,
W zielonych dłoniach wód  ich utuliła i dusze zaklęła w jeziorze
I oto gdy miesiąc do pełni dochodzi i blaskiem odbija się w  wodzie
Widmowy młodzieniec po jeziorze brodzi zestawu szukając tak co dzień 

A inni widują i  z montażem tubę co sama dryfuje  po falach
Nie mogą odnaleźć się dwa serca lube,  we mgle co ich złudnie okala

I urwał opowieść przy ogniska blasku, Wieszcz  nasz hen tam w Borucinie
I piwa łyk wypił  w wtórze  polan  trzasku   a sowa huknęła w olszynie!


Tren po błękitnej giełdzie!

Płaczą ludzie w grodzie Kraka płacze Astro-Polska cała,
Życia sens Astromaniaka w niwecz odchodzi bez mała.
Giełda- handlarzy  oaza  wielu przecież domem była, 
Jednym gestem Janusz skazał na śmierć matkę która żyła.
   
Całe forum wnet upadnie krzyczą Maniacy w rozpaczy,
W hańbie spocznie smutnie na dnie, zkłute przez chciwych siepaczy.
A przecież było tak fajnie, sprzętu moc rosła w błękicie,
A teraz w  komercji łajnie, macierz nasza odda życie.

Każden w podniecenia  stresie ofert łan kosił o świcie,
Co nowego dzień przyniesie? jaki sprzęt osłodzi życie?
Żonom śmieci nie wynieśli, nawet naczyń  nie umyli,
Nie golili się nie jedli, jeno  Maniaka śledzili!

Co nowego się pojawi? każdy tu wytęża głowę,
Może zaraz ktoś wystawi,  sprzęt za wartości połowę.
Szkoła idzie, blisko wrzesień dziecku książki kupić trzeba
Giełda cud okazję niesie nie kupisz już masła, chleba.

Nagle straszna wieść nadchodzi,  rozpacz czarna niczym sadza,
Janusz chytry giełdę grodzi,  i odpłatność tu  wprowadza.
Jedną rzecz z Admina łaski  tu wystawić można będzie,
By handlarzom obciąć macki, które tu wtykają wszędzie.

Rozpacz czarna nas dopadła bark nadziei w strasznej nocy
Giełdo nasza gdzieś przepadła, w mrocznych Jeday jesteś mocy!  


Cud w szuwarach!

Gdzie gładź  skąpana w szkarłacie zachodu,staruszek-rybak przysnął plotąc sieci,
Krzyk mew wieść niesie z południa i wschodu i  szum tajemny po szuwarach leci.
Wtem światło jasne jak blask supernowej, ze snu go zrywa i poraża oczy,
 Na twarz starzec pada   w strasznej chwili owej, czyżby anioł zstępował w chwalebnej swej mocy !?

Łódź co od fal  schronieniem była od zarania, jak arka lśni teraz od świateł strumieni,
I w trwodze skomląc  prosi zmiłowania, tych istot cudownych co płyną po ziemi.
Gdy oczy przywykły już do tej jasności i  kształty układać jęły w twory znane,
Pojął –na Kuwasy kondukt wiedzie gości, tam  przepych limuzyn, SUV-y wyszukane.

W promieniach  zachodu  błyszczy  karoseria, skurzane fotele z platyny relingi,
Cóż to za wspaniała jedzie menażeria? co iskry z aniołów miecza krzesze klingi.
Z echem po jeziorze wieść radosna goni z szumem tataraku  mknie do jezior dalszych
Tu elita polskiej zdąża astronomii, zlot się wnet odbędzie z wszystkich najwspanialszy

Wnet nad jeziorem świadom swej wartości, las „takahashich” wzrośnie tego lata
Wymyślne APO staną w obfitości,  równe budżetom państw trzeciego świata
I wódz przemówi u wezgłowia stołu w ten rok dziesiąty korkiem wina strzeli,
I zaśpiewają chóralnie  pospołu,  hymn który i  w domach  będziemy słyszeli

Nie będzie nam tu „outsider - Delta ”-  dyktować kiedy my świętować mamy!
I Ignis  wredny niech się tu nie pęta  na „takich” sforę ostrych psów trzymamy
Patrzcie jak  kmiotków klękają zagony i chwała nasza prosto w niebo płynie,
Jedno jest forum i wódz niestrudzony co w swym majestacie nigdy nie przeminie! 


Zlot globalny!

Znasz  to dobrze  siostro, bratku kiedy wchodzisz w netu trzewie,
Że trwa wojna w astro-światku, chociaż„Cesarz” o tym  nie wie
Ów Dobromir  Pomysłowy wpadł na koncept  idealny,
Stworzyć produkt całkiem nowy -  przeprowadzić zlot globalny.

Chociaż „Cezar” to człek zacny z nikim szablą nie wojuje
Jednak by na zimne dmuchać global-imprę cud rychtuje.
Woła głośno w pięknej mowie, że z Januszem jest już zgoda
I szlachetni ci mężowie serca szczere spletli oba.

Ale nie dość astro- zbawcy  z  pięknym Jankiem tylko  godzić,
Kilku ze statusem władcy jeszcze w więcierz  można złowić.
Marek co Śląska ludowi prym przewodzi będzie zdatny,
Gdy  hołd złoży „Cesarzowi”  oraz trybut adekwatny.

Ignis chociaż lis  przewrotny i psy można na nim wieszać,
To  w intrygach jest robotny nieźle może też zamieszać.
Choć to  nieposłuszna  bestia co ma żądło na ogonie,
W wielu newralgicznych kwestiach lepiej mieć go po swej stronie.

Są inni zacni lordowie , których też zaprosić  warto,
Ich dorobek pracy bowiem  może cenną stać się kartą.

Wszystkich trzeba ich zgromadzić pod „cesarza” patronatem,
Jednym komplementy sadzić  a drugich  postraszyć katem. 
Gdy przyjadą tak gromadnie na tą ucztę wiekopomną,
Odium chwały  Mu przypadnie w Jego świetle nędznie  spłoną!


Sen nocy letniej! 

Noc już  nadchodzi, zdążam ku polu, gdzie gwiazd naręcze zbieram do koszyka,
Ten świat bajkowy ta brama grodzi, to już ostatnia, przyziemna  granica.

Gdzie lśnią  gwiazdami utkane podwoje, drzewo pradawne splotło swe konary,
W liści gęstwinie widzą oczy moje jakby słoneczne, czarne okulary.

Dziupla sękata ma kształt ludzkiej twarzy  a pęk  listowia niczym krawat zwisa,
Pradawny drzewiec cieniem ludzi darzy a soki wszelkie z innych drzew wysysa.

Gdy legniesz człeku pod splotem konarów i głowę złożysz tam w kwiatów rowie,
Szept wnet usłyszysz w brzęczeniu komarów i trendi-cukry w cnej nowomowie.

Nagle głos burzy  i  świat staje ogniem, co drzewa cudne pochłania konary,
To Demon ognia,  zły wznieca płomień,  haniebnie razi szlachetny pień stary.

Wtem pożar  gaśnie ucięty jak nożem a z zgliszczy unosi się dymu bariera,
Opar otacza nadpalony korzeń,  szpiczastym nochalem  do drzewa przywiera.

I czy realna jest ta poczwara ? Czy dymy mąci wiatr i rozwiewa?
Wije się toto i strasznie  stara by podziw zbudzić starego drzewa!

Tam gdzie płot stary i żerdzie szare w mroku majaczą na tle drogi z mleka,
Postać upiorną widzę niczym  marę, co zęby wyszczerza i straszy z daleka.

To strach na wróble chustą okręcono, kapelusz mu dali śmieszny  z eko-słomy
I starym młotkiem też go dociążono  by nie odleciał nam hen w obce strony.

A w kurtce styranej  i wiatrem podszytej, wredne swe gniazda moszczą ptaszory,
Ramiona ze słomy płótnem spowitej,  dziobią namiętnie pierzaste potwory

Gdzie rola co puszczy wydarli ją ludzie, głos kuźni mknie miedzą, hen z  wiatru oddechem, 
Tam mistrz – rzemieślnik metal rzeźbi w trudzie a terkot tokarki roznosi się echem.

Tam boski heros, ten nasz Hefajstos swe cuda tworzy w ognia kuźni żarze.
Wór złączek szlachetnych utoczy nam  czysto z 30-letnim  doświadczeń bagażem,

I czasem ryje też tu „dzik polny” co mocnym trunkiem  fermentu spojony,
I mięsem rzuci ten nasz szkodnik rolny by  nagle zniknąć wystrzałem spłoszony! 


W  oddali słychać głos dętej orkiestry i barwni grajcy  kroczą poprzez miedzę,
Guru przewodzi im wielce sławetny, co wielką pisarską posiada wiedze.

On jeden na głowie miast pierzastej rury,  poradnik  nasadzon ma jak perukę,
A gawiedź, gęsiego, niczym ślepe kury, pląsa wzniesioną śledząc batutę!

Nagle kur zapiał,  umknęły  czarty , latem poranne szybko dnieją zorze
Czas już sprzęt zwijać, odpędzić mary, muszę przed pracą wyspać się ..może?




Oda do Złączki!  

Jakże piękna jest ta złączka  – stworzył, że ją  Wielki Tokarz
Niczym rajskich kwiatów łączka, cudna nimfa jasnooka.
Szczęściem gładzić jest jej kształty, pieścić kciukiem gwintu rowek
Złote runo argonauty, zbocze góry diamentowej

On Ci na boskiej tokarce stoczył metal przeszlachetny
W najsłodszej nektaru czarce zaklął wyrób ten sławetny
Ów czarodziej dobrotliwy, wielki znawca geometrii
Wyczarował tak prawdziwy: wzór proporcji, cud symetrii.

Jakiż cel miał w tym Maestro, który toczyć tak potrafi?
Idealny wyrób ten to, służy astrofotografii
A na końcu gwint przecudny, śliczna śruba dociskowa
Proces wytworzenia trudny  Tokarz z kunsztem dopracował

Popatrz niedowiarku śmiało, nie znajdziesz tu błędu krztyny
Gładź obróbki wyborowa, wyszła z tej boskiej maszyny
I nie znajdziesz tu krzywizny jak u chałturników wrednych
Ziarno pchnięte na grunt żyzny, dało złączek plon chwalebny

Z jakimż doświadczeń bagażem tokarskiego industrialu
Tokarz nasz z potężnym stażem stworzył cud z skrawka metalu!


"Szelmostwa lisa Ignisa"

Nie było w Astro większego lisa
Ponad szczwanego lisa  Ignisa…..


Zrobił Ignis takie forum, co z przekory znać powstało,
Na Maniaku posty sadził,  Co splendoru miał za mało?…

Demokracji się zachciało, własny portal szelma stworzył,
Miast z Maniaka czerpać śmiało, Krakowi  zmartwień przysporzył!

J.P. krzyczy nie pisz bracie na tym forum kanapowym,
Język z CB radio macie w tym portalu wywrotowym.

Z żalu w piwie usta moczy, nasz największy tokarz – astro,
Złączkę  krzywą w stresie toczy, sprzedaż z nerwów spadła bardzo.

Aj opanuj się Ignisie, Maniak skarbem jest ludzkości,
Przez twe chore widzimisię tracim cud  ten z twej próżności,

Ignis jednak się nie zmieni i nową intrygę knuje
Oto Marek  z Śląskiej Ziemni swój poradnik –cud  rychtuje,

I już marketingu koło, kręci netem na potęgę,
Kasy wpompował nie mało, w tą że arcymądrą księgę.

I znów Ignis z tej przyczyny  jak kret żyzną glebę brudzi,
I napuszcza Riklaunimy, Mąci zapał kupców studzi .

Biedny Marek  larum woła!  oj  ty niecnoto ty  Ignisie!
Za Twoją namową zgoła   Paether o plagiacie pisze!

Już laptopa i komety minus-osiem nie zobaczy obserwator
Pięknie tak zapowiadało się!  ZGROZA!  Ignis Prowokator

Lecz niechybnie  tych podłości mało było ignisowi dane,
Bo jest forum co z ilości postów  jest powszechnie w necie znane,

Działa  tam, że młodzian zdolny co Wimmerem jest wołany ,
Ma on umysł  bardzo płodny w szkicach jest wytrenowany.

On to w swej doskonałości szkice piękne przysposabia,
Ignis z wrednej swej zazdrości ,  jego zapał też osłabia.

Lans zarzucił mu niecnota i publicznie upokorzył,
I w potokach tego błota młody junak  ołówek złożył.

Lecz nie dość temu lisowi Astropolis było szarpać,
Zadał drwin Ekologowi i Ekosią śmiał go nazwać

Swordka brzydko skrytykował, choć ten  wygląd miał poczciwy,
Filtrzyk z kiślu, wykoncypował za to lżył go lis parszywy 

Oj Ignisie ty wszeteczny lisie,
Miarka w końcu zbierze Ci się!
I zapłacisz ty niecnoto!
Za to wylewane błoto!



"Ekolog"

Ni psycholog ni fizjolog i  uczony pan proktolog,
Choćby wielki splótł  monolog  i pomagał mu patolog,
Nie odgadnie kim naprawdę, jest wspaniały nasz Ekolog.....

Postać  iście zagadkowa, chusta w kratę kolor rudy
Co sterylnie włosie chowa   jak reformy ciotki Trudy
„Eco” dziwną strzelił minę jakby coś  szczwanego robił
Niczym męską Giocondinę tajemniczy uśmiech zdobi

A na kurtce bundeswerce krwisty młot zawieszon w locie,
On ma pozytywisty serce w organicznej pracy pocie.
Z tyłu rzeka-symbol płynie, drzewek szpaler znać z daleka,
W rzece ekosystem ginie drzewka tartak wkrótce czeka.

„Eco” w tej, że sielskiej scenie zaraz niczym źrebiec skoczy.
W Delta-foce przeszedł szkolenie, nie zostawi bez pomocy.
Autostradę z planu zepchnie, zły fabrykant się ukorzy.
Ślimak z ulgą wnet  odetchnie wdzięczna ryba ikrę złoży.
Co tam, że spaliny duszą, ludzie biedni pracę tracą
Rybki wszakże pływać muszą -ekolodzy się bogacą

Gdy strudzony nasz Adonis w domowe trafi pielesze,
W Google wrzuci: „Astropolis „ no i odda się uciesze.
A  i pomysł zakręcony wnet pod chustą mu się zrodzi,
Jakiś offtop nawiedzony, New-Ageowe słowy spłodzi.

Niuans gdzieś demograficzny zmieni wnet języki świata,
Z astronomią nie związany post na serwer nagle wzlata.
A w  przypływie znać humoru,  gro poruszy dylematów
Kij , że to jest to astroforum –on mistrzem wolnych tematów.  



Komentarz do "Oda do Deesa"

Drogi Pejczu pomyśl kapkę, mądryś przecie Astro-Stańczyk
Miast komercji lookać papkę GŁOŚNO komet szukać starczy.
Czy to miłość do nauki? czy to tylko jest maniera?
Gardzę „disko” bo to tłuki, Bacha włączę i Wagnera.

Wszystko to co popularne, mierzi mnie i irytuje
Fora to spędy wulgarne i nauki w nich brakuje.
Astronomio-rekreacja dla nauki to zniewaga.
To jest czysta profanacja, obserwactwo –wredna plaga.

SERWIS mądry wnet zbuduję,starczy wejście efektowne
I prostaczkom wyklaruję co się astronomią zowie.
To, że mało gości będzie, tylko mi przyniesie chlubę.
Bo na forum jak na spędzie, chamy dmą w komercji tubę

To DSów wyśmiewanie środkiem jest auto-promocji
Bo buduje postrzeganie MNIE- alternatywnej opcji!
Gardzę wszelkim światło-cieniem, jasną drogę JA obrałem
Forum pustym jest pieprzeniem, SERWIS czystym ideałem

I powoli krok, po kroku z astro-netu szumnie znikam,
Światem jam w ciemnoty mroku, wyższych sfer myślą dotykam.
Tylko czasem gdy na forach ktoś z euforią opowiada,
Jak Saturna lookał wczoraj smutek dziwny mnie opada,
Chciałbym czasem tak zwyczajnie słowo rzec do astro-brata
Trochę mniej profesjonalnie bez naukowego bata!


 „Świtlisty Ząb”

Cóż to leci za rakieta, cóż za designowy szyk !
Karoseria wersja beta, równo słychać turbin kwik !
A z dysz pluje ogrom mocy i tnie nożem próżni głąb!
Swordek nasz na Marsa kroczy, statek to „Świtlisty Ząb”!

Na twarz Swodka spokój padł, wąsik ma powagi moc!
Wczoraj jeszcze bigos jadł, dziś rakietą pruje noc!
W silnej dłoni dzierży ster..lata ćwiczeń efekt dały :)
Wczoraj jeszcze szamał ser...dziś do czerwonej leci skały.

W monitorze rzędy cyfr, wszędzie barwne świecą diody!
Ale to nie żaden szyfr, Swordek zna „Zęba” obwody.
Nasz to Śląskiej Ziemni syn, dzieci wzór, kobiet marzenie!
Swordka bohaterski czyn, nie obrócim w zapomnienie.

Patrz Barbaro..jak ten wąs, jątrzy złych komet ościenie!
Na oblicze wstąpił pąs lekki grymas i skupienie.
Wnet blask „Zęba” mrok oświeci, ludzkiej chwały on pawężem.
Ku planecie obcej leci, z komandorem-Wielkim Mężem!

I dokona cudów moc nasz komandor, nasz Swordasek
Światła blask rozjaśni noc, „Zeba” płozy zryją piasek
Właz uchyli, but postawi, zintonuje wielkie słowy !
Golonkę z grilla przyprawi, witaj Marsie świecie nowy!


Komentarz do "Nieco Poezji v.2.0"
(..) Hey! Na Mogilskiej iskro płoń, bo tam wszech nauk działa Docent!
Spójrz prosty człecze, tu w lustra toń, ma 98-my odbicia procent!
Jakiż to diabeł uczynił to, że sytna ze wstydu się rumieni
To nie są czary to GSO najlepsza optyka na naszej-ziemi

Echo w oddali powtarza to:
Nie kupuj synty, Delta to zło- Celuj w sprawdzone GSO!!!

I bafle opchnie młodej dziecinie, bo się bidula nie zna dokładnie
I lekka kaska zaraz popłynie z 8 stówencji w kieszonkę wpadnie

1 komentarz:

  1. Co do Ekosia,
    o którym pojawiają się "różne" wypowiedzi "poważnych" Moderatorów.

    Ja tam nigdy nie odważyłbym sie pisać o czyjejś niereformowalności bo to by znaczyło, że uważam się za inteligentnijszego i mądrzejszego od niego. A nie wiadomo kto ma ma rację między dorsłymi ludźmi! LICZNE nawet skargi nie znaczą nic pewnego (statystyka się kłania) bo mogą być próbą powetowania sobie porażek (i wyeliminowania adwersarza) przez ekipę ludzi na innym polu (np sporów teoretycznych z biologii)

    Pozdrawiam
    Ekolog (Wrocław)

    OdpowiedzUsuń