sobota, 14 września 2013

3 najgłupsze filmy kosmiczno-katastroficzne jakie widziałem...


"Kosmiczna Katastrofa" - na wstępie respekt dla twórców filmu za rozmach. Nie bawią się w przysyłanie planetoid, meteorytów czy innego kosmicznego gruzu. Takie zabawy są dla dzieciaków i Bruce'a Willisa. Idziemy z rozmachem i za pomocą naszego Słońca, które na ułamek sekundy stało się magnetarem(!), wystrzeliwujemy w stronę Ziemi Merkurego. Tak, całą planetę!
.
Jak do tego doszło?
Zaczyna się niewinnie. W kierunku Merkurego (który jeszcze jest na swoim miejscu) zbliża się dzielna ekipa astronautów (dla nich też respekt za latanie przy Słońcu nawet bez żaluzji w oknach;), którzy jeszcze przed osiągnięciem celu podróży muszą brać nogi za pas bo pech chciał, że Słońce postanowiło podsmażyć wszystko w okolicy, w tym znajdującą się dziwnie blisko powierzchni gwiazdy planetę. Efekt jest bardziej efektowny - spalony skwarek nazwany kiedyś Merkurym, wypada z orbity i leci w kierunku...a gdzie ma lecieć? Wiadomo, że do nas :) W międzyczasie dowiadujemy się, że przelot obiektu 60 mln kilometrów od Ziemi "to o włos od katastrofy". Wiedzę tę zawdzięczamy lektorowi - w oryginale jest mowa o 40 tys. mil.
Wracając do głównego wątku. Burza słoneczna oprócz rzucania planetami upodobała sobie również, wykonane z największym rozmachem efektów specjalnych...ciągniki rolnicze :D

Niestety spalenie wszystkich (prawie) satelitów uniemożliwia kontakt z załogą wspomnianego promu. Houston ma problem. Na szczęście pojawia się duet radiowców/spiskowców, którzy za pomocą radia-samoróbki nadają pirackie audycje i przy okazji wychwytują sygnał z promu! Oczywiście wypasione radyjo pozwala prowadzić rozmowę w czasie rzeczywistym na odległość, którą światło przebywa kilka minut!
Teraz wystarczy, że duet radiowców znajdzie męża jedynej ocalałej na statku, który akurat pracował nad tajnym projektem ratowania planety ale został odsunięty i mamy ekipę, która uratuje Świat.
W międzyczasie oficjalne  służby rządowe wpadają na jakże oryginalny pomysł. Nie ma zmiłuj, jak coś dużego i z "atomowe" w nazwie nie wybuchnie, to się nie uratujemy. Widziałem mnóstwo filmów z takim rozwiązaniem, ani raz wystrzelenie rakiet z Ziemi nie dało zamierzonego efektu, NIGDY :D
W tym przypadku namagnetyzowany Merkury odpycha wszystkie pociski (ale przyciąga nasz prom z żoną głównego bohatera).
Na szczęście nasza grupa ratująca Świat ma w zanadrzu schowaną, zdalnie sterowaną asteroidę do spychania intruzów (tak, to ten tajny projekt wspomniany wcześniej).

 Oczywiście film kończy się happy endem, niechciany gość został pogoniony, wszyscy pewnie żyli długo i szczęśliwie...no może oprócz Merkurego, który odleciał w siną dal...

____________________________________________________________________________________
"Ostatnie Godziny Ziemi" - sam pomysł zagrożenia, które tym razem trzeba powstrzymać to już fenomen! Tym razem w pobliżu Ziemi napatoczyła się biała dziura strzelająca na lewo i prawo kulistymi pociskami. W tym miejscu ogromny podziw dla celności agresora ponieważ dziursko z precyzją snajpera, jedną ze swoich kulek uśmierca naukowca, który o niej wie zbyt dużo, przebijając mu klatkę piersiową, po czym całą Ziemię na wylot (kulka wylatuje gdzieś w Australii). Na szczęście naukowiec pomimo braku płuc jest w stanie co nieco jeszcze powiedzieć i udzielić pewnych wskazówek.
Dziura na wylot w naszej planecie powoduje zniknięcie ziemskiego pola alektromagnetycznego, zwalnianie obrotu wokół własnej osi i w bonusie wszelkiej maści możliwe i niemożliwe zjawiska elektromagnetyczne na powierzchni.
Burza elektromagnetyczna pali ludzi na ziemi, a  telefony i komputery działają dalej. Działanie komputerów jest niezbędne ponieważ syn (w czasowym konflikcie z ojcem) głównego bohatera - agenta, jest utalentowanym hakerem, a czasami przydaje się łatwe pozyskanie super tajnych, doskonale zabezpieczonych informacji ;)
Po krótkim zapoznaniu się z sytuacją, udaję się odnaleźć szalonego (później okaże się, że nie szalonego ale póki co siedzi w psychiatryku) naukowca, który zjawisko przewidział i co ważniejsze wymyślił kiedyś antidotum! Jak się okaże, lekarstwem jest zestaw satelitów odpalanych z dyskietki (a co, to retro sprzęt), który może na nową puścić bączka naszą planetą. 
Twórca z rządem gadać nie chce (w końcu zrobili z niego psychola i w ogóle w filmie robią za tych złych), ale tym dobrym w końcu pomaga.
Rozpoczyna się walka między naszą dobrą gromadką chcącą ratować planetę, a siłami rządowo-złymi chcącymi ratować własne tyłki, walka zarówno fizyczna jak i na nadal działające komputery. 
Kto przejmie kontrolę nad satelitami i użyje ich do swych celów? Oczywiście siły dobra, jak zwykle. 
 Robert Knepper jak na prawdziwego twardziela przystało, po totalnym mordobiciu na śmierć i życie wygląda jakby właśnie wyszedł z gabinetu odnowy, ale cóż tam, najważniejsze, że Ziemie uratował i przy okazji pogodził się z synem :)

____________________________________________________________________________________
"Dzień Apokalipsy" – najbardziej nielogiczny film jaki widziałem. W zasadzie nie wiem od czego zacząć to może od początku:
Naukowcy z USSA (:D) odkrywają kometę, która ma przelecieć bardzo blisko Ziemi ale już po ok 90 sekundach filmu w niewyjaśnionych okolicznościach zmienia orbitę i uderza w Marsa. Szybko okazuje się, że winną zepchnięcia komety z orbity jest tzw. anomalia. Jest to chmura kwarków, będąca rodzajem czarnej dziury, nazwana w filmie "Dziwolątkiem". Zasysa i przenosi w nicość wszystko – czas, materię, i takie tam, a wygląda mniej więcej tak:
 Dzielni Ziemianie Amerykanie mają 86 godzin, by sobie z tym cudem natury poradzić.
USSA (na miejscu NASA też nie zgodziłbym się na użycie nazwy w tym filmie) oczywiście nie wie co robić , więc najwyższa pora, by na ekran wkroczyli genialni fizycy kwantowi (w postaci duetu), którzy ocalą ludzkość. Jest to duet kojarzący się ze wszystkim, tylko nie jakimkolwiek przejawem genialności:
Nieodzownym elementem każdego tego typu filmu jest prezydent, który przemawia, podtrzymuje na duchu i raz jakiś czas podejmuje decyzję z myślą "niech Bóg ma nas w swojej opiece" bądź podobną mądrą maksymą. Niestety tym razem prezydent to bezpłciowa postać, chyba gorsze "dziwolątko" niż okrutna chmura kwarków:
Główny bohater to upośledzony brat burmistrza i jest w tym niesamowicie przekonujący. To chyba jedyny spory plus tej "produkcji", ale o nim później.
Wracając jednak do naszej pasjonującej historii. Jak się okazuje, chmura kwarków może być powstrzymana, hurraaa! Nasi najlepsi eksperci orzekli, że opcje powstrzymania agresora są dwie:
-tradycyjny wp****ol spuszczony za pomocą bomb atomowych, sztuk 10, z wiadomym efektem,
-użycie w tajemniczy sposób akceleratora cząstek w Szwajcarii.
Niestety naukowcy muszą obliczyć trajektorię pocisków, na co nie mają czasu, a co jest tragikomiczne, bo przecież mają na stanie potężną moc obliczeniową i setki ludzi do pomocy, nie wspominając o systemie namierzania. Ale bez obaw, z pomocą przychodzi nikt inny jak...
Nasz upośledzony znajomy, który okazuje się być geniuszem – co za niespodzianka:) Przekonuje swojego brata, by jechał z nim do Houston, co jest bardzo wiarygodne – przecież ta chmura kwarków wywołuje jedynie huragany, powodzie, trzęsienia ziemi...świetny czas na podróże. To jednak nie koniec – na Ziemi pojawiają się zaniki grawitacji. Nasza dzielna ekipa natrafia więc na kobietę, która jest przygnieciona przez samochód i co robią? Podnoszą go, rzucają jak piórkiem bo nie ma grawitacji! Sama nie mogła go ruszyć?
Więc jak się kończy ten wspaniały film? Zdradzę zakończenie bo nikomu nie radzę nigdy w życiu oglądać tego "dzieła".
Okazuje się, że zlikwidowanie tej chmury (za pomocą fal dźwiękowych) cofa czas. Wszystko wraca do stanu z kilku dni wcześniej, właściwie do początku filmu. Skoro mamy powrót do przeszłości, to przecież wszystko wydarzy się ponownie :D W ramach samogwałtu można w nieskończoność zapętlać ten film! Szkoda, że "dziwolątko" nie cofnęło czasu zanim to obejrzałem i nie wciągnęło wszelkich kopii tego dzieła w niebyt.

3 komentarze:

  1. polecam również impact http://www.filmweb.pl/serial/Uderzenie-2008-499261/descs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, widziałem zbliżający się Księżyc i myślałem czy go tu nie umieścić :) Może jak znajdę jeszcze dwa, to zrobię drugą trójcę ;)

      Usuń
  2. Trzeba mieć samozaparcie, żeby oglądać takie gnioty! :D
    Ale jest w tym też sporo zalet. Np. dobra zabawa!
    Poza tym to świetny temat na prelekcję zlotową! Paether trzeba o tym pomyśleć. Zrobić na jakimś zlocie prelekcję-bekę: pokazać urywki takich filmów i omawiać te przypadki! :)
    ~Wimmer

    OdpowiedzUsuń